Złośliwość rzeczy martwych, czyli krótka historia o promieniach, rowerach i wężyku spustowym



Działo się to gdzieś w pierwszej połowie września 2013r.

Wschód słońca zapowiadany na piątą z minutami i lekka mgiełka, zatrzymałem się przy drodze gruntowej

z nastawieniem na fotografowanie promieni słonecznych.

Udaję się w głąb lasu, zaczynam rozstawiać sprzęt, czekam kilka chwil na słońce, a w myślach modlę się żeby wszystko zagrało tak jak trzeba.

Już się zaczyna,  pojawiają się pierwsze przebłyski.

 

 

 

 

Wszystko szło zgodnie z planem, promienie rozświetliły cały las.

 Mam w zwyczaju co jakiś czas obserwować otoczenie w którym się znajduję, podczas obserwacji szukam innych

ciekawych kadrów wartych uwiecznienia.Podczas jednej z takich obserwacji stwierdziłem że na drodze „będzie lepiej”.

Nie myliłem się, promienie fantastycznie oświetlały drogę. Przeniosłem swoje „graty” ustawiłem co trzeba i pozwoliłem działać cyfrowej technice.  

 

 

W pewnym momencie odruchowo się  obejrzałem i w oddali dostrzegłem kilka osób, które jechały na rowerach,

chwila namysłu i mam „ zrobię im zdjęcie w tych promieniach”

Wjeżdża pierwsza „tura” rowerzystów, ja przygotowany w skupieniu czekam na moment aż wjadą w promienie,

w końcu wyzwalam migawkę za pomocą wężyka i co, i nic aparat nie reaguje, zdezorientowany naciskam coraz mocniej i nadal zero

rekcji „co jest?”. I już w myślach gratuluje sobie dobrego kadru. Zrezygnowany odwracam się z nadzieją że jeszcze będzie ktoś jechał.

Tak! moje modły zostały wysłuchane, widzę że w oddali jadą 3 osoby, pełen zapału włączam samowyzwalacz na 10s

i wyzwalam migawkę z nadzieją że akurat trafię w moment przejazdu rowerzystów. To było najdłuższe 10 sekund jakie kiedykolwiek

przeżyłem, na ten czas wszystko wokół jakby zamarło a ja na bezdechu czekałem na efekt.

Wyświetlił się obraz, uff szczęście mnie nie opuściło, wszystko się zgrało!

 

 

Zdjęć już więcej o poranku nie zrobiłem gdyż rowerzyści „zabrali” promienie i całą magię poranka.

W drodze powrotnej mijałem jeszcze kilka osób które jechały „zbierać żurawinę”.

   Po powrocie do domu okazało się że  przełamał się kabel od wężyka.

Podczas tego wypadu nauczyłem się jednej rzeczy, mianowicie zawsze sprawdzaj czy wszystko działa.   

« powrót
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW